Moja przygoda z Miss Universe’92 
cz.I


Jak znalazłam się w gronie konkursowym? Czy wybory światowe to prestiż i wysoki poziom? Jakie trudności musiałam pokonać stąpając po międzynarodowej scenie?

Byłam pierwszą Vice Miss, która została oddelegowana do udziału w światowym konkursie. Zawsze każdy kraj reprezentuje główna Miss. W moim, 1991 r., to ja dostałam kontrakt na udział w Miss Universe 1992, który odbył się 9 maja w Queen Sirikit National Center w Bangkoku, w Tajlandii.


Poleciałam (SAMA) 10 kwietnia 1992 r. na miesiąc przed finałem. Na miejscu, zobaczyłam olbrzymie lotnisko pełnie Azjatów i nielicznych europejczyków. Stanęłam z tabliczką „MISS POLAND” i bałam się ruszyć. W tym momencie uzmysłowiłam sobie, że jestem sama w wielkim świecie, co ja tu właściwie robię. Moje rozmyślania nagle przewała mała Tajka, która w znanym sobie języku coś powiedziała, wzięła mnie za rękę i prowadziła…. Szłyśmy przez port nie wiem jak długo, ale ja w szpileczkach ledwo wyrabiałam. Doszłyśmy do wyjścia, przed którym czekała limuzyna. Kierowca otworzył drzwi, wsiadłam i odjechaliśmy. Młoda, głupia wsiadłam do auta, nie myśląc, że może więcej nie zobaczę najbliższych? W obcym kraju, z obcymi w samochodzie, mogło być różnie. Szczęśliwie po 2 godzinach jazdy zatrzymaliśmy się przed olbrzymim hotelem Dusit Thani w centrum Bangkoku. Wysiadłam z fasonem, kierowca wziął moją walizkę i zaprowadził do recepcji. Tu czekali już na mnie. Moja opiekunka, rodowita Niemka (kobieta, która miała pieczę nade mną i moją koleżanką Miss Niemiec) i przedstawiciele organizatora konkursu. Zostałam dokwaterowana do pokoju z Miss Niemiec i razem mieszkałyśmy do czasu finału Miss. W ciągu 3 dni zebrały się wszystkie uczestniczki Miss Universe z 89 krajów. Same piękności, wśród których czułam się jak kopciuszek. Większość dziewczyn miała wsparcie swojego kraju w „wyprawkę”, a ja niestety z biednej Polski, o wszystko musiałam zadbać sama. Jedyną rzeczą, którą dostałam od biura Miss Polonia była suknia wieczorowa do prezentacji konkursowej. Strój Narodowy musiałam sobie sama wypożyczyć, zostawiając niemałą kaucję. Nie mówiąc już o pozostałych ubraniach codziennych, a miałam tam spędzić miesiąc. Siedziałyśmy miesiąc z moją mamą i szyłyśmy sukienki, spodnie, spódnice z wykrojów z „Burdy”. Udało się, miałam jedyne, niepowtarzalne kreacje i małą ilość butów do nich. Ale byłam gotowa do reprezentowania Polski i nawet nieźle wyglądałam:).

Nadszedł pierwszy dzień organizacyjny, byłyśmy już wszystkie. Udałyśmy się do olbrzymiej garderoby po odbiór tzw. wyprawek, na które składały się prezenty od sponsorów: 2 pary szpilek, stroje do ćwiczeń, sukienki, kostiumy kąpielowe, zestawy kosmetyków pięknie przygotowane w firmowych kuferkach. Ogrom tego (w Polsce nie dostaje się nawet 1/10).
Poznałyśmy się i przedstawiono nam harmonogram przygotowań i udziału w miejscowych imprezach. Bo nie myślcie sobie, że byłam tam na wakacjach. Całe dnie miałyśmy wypełnione co do minuty. Pobudka o 6.00, 7.00 – śniadanie, od 10.00 – ćwiczenia choreografii, stretching, próby układów, nauka piosenki powitalnej, 16.00 – 17.00 obiad, ok. 19.00 – wyjazd gościnny w różne miejsca Bangkoku (to były zazwyczaj imprezy organizowane z okazji naszego konkursu), powrót do hotelu ok. 24.00 lub później. Sypiałyśmy po 5 godzin na dobę. Czasami było ciężko, organizm się buntował. Ale, zaciskałam zęby i do przodu. Zwiedziłam najciekawsze zakątki Tajlandii, poznałam wspaniałych ludzi, poznałam fantastyczne smaki, bawiłam się całym sercem i duszą.Dodam, że gdziekolwiek się pojawiałyśmy (stado bab w różnych kolorach skóry) wywoływałyśmy ciekawość, traktowano nas z najwyższymi honorami. Nie mówiąc już o ochroniarzach stale nam towarzyszących.

Poziom organizacji Miss Universe przeszedł moje oczekiwania. Wiedziałam, że będzie o milion razy wyższy poziom od polskich wyborów, ale to co zobaczyłam, czego doświadczyłam, co przeżyłam, nie do opowiedzenia. Coś niesamowitego i wspaniałego. Klimat towarzyski był cudowny, dziewczyny komunikatywne, w większości przyjazne, bez znamion zazdrości. Byłyśmy jedną, wielonarodową rodziną. W tej przyjaznej atmosferze czas płynął nie ubłagalnie. Ćwiczyłyśmy, pracowałyśmy, bawiłyśmy się i zwiedzałyśmy.
Aż nadszedł czas rywalizacji. Napięcie rosło, zaczął się „przedwyborczy” stres. Dzień przed finałem miałyśmy wolne popołudnie na odpoczynek i odprężenie we własnym zakresie. Pamiętam, że w noc poprzedzającą wybory, nie zmrużyłam oka. Nie liczyłam na zwycięstwo, ale chciałam bardzo dobrze wypaść, uzyskać najlepszą z możliwych punktację i lokatę wśród masy tak pięknych kobiet. Chciałam jak najlepiej zaprezentować Polskę. 
Nadszedł 9 maja, dzień finału i dzień urodzin mojego brata. Pomyślałam o nim i zaczęłam łapać oddech, bo stres dawał się we znaki coraz bardziej. Jak wyglądał finał? 

zobaczcie otwarcie wyborów: link

a o finale czytaj w II części.

ZAPRASZAM


ZAPRASZAM

Może Ci się spodobać

2 komentarze

  1. Attractive part of content. I just stumbled upon your website and in accession capital to say that I get in fact enjoyed account your weblog posts.
    Any way I’ll be subscribing for your augment and even I
    fulfillment you get entry to consistently rapidly.

  2. Thanks for the marvelous posting! I truly enjoyed reading it, you could be a great author.I will make sure
    to bookmark your blog and will often come back in the future.
    I want to encourage you to continue your great posts, have a
    nice day!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *