Miss na diecie czy dieta Miss?

Odkąd pamiętam jestem na diecie. Ponad połowę swojego życia nie jem tego na co miałabym ochotę. Poddaję się permanentnie dietom. Zastanawiam się czy jestem Miss na diecie czy stosuję dietę Miss.

Ale czy taka jest? Owszem, to przyzwyczajenie do diety i zwracanie uwagi na spożywane produkty. Nie uwierzę dziewczynom po przygodzie z konkursem, że do dzisiaj nie stosują żadnych diet. Jestem więcej niż pewna, że przestrzegają pewnych zasad żywieniowych. A to nic innego jak dieta.

Ale wróćmy do początku i mojej pierwszej diety. Zbiegło się to z moim udziałem w konkursie Miss Polonia w 1991. Na szczeblu wojewódzkim zostałam Miss Lubelszczyzny i Miss Sponsorów,  ważąc 57 kg przy
wzroście 175 cm. Czułam się dobrze i myślałam, że równie dobrze wyglądam, a otrzymane tytuły utwierdzały mnie w tym przekonaniu. Prawda była inna. Na spotkaniu z ówczesnym organizatorem wyborów
na szczeblu wojewódzkim zostałam zapytana: czy chcesz dalej osiągać sukcesy? Czy chcesz zostać Miss? odpowiedziałam, że chyba tak, ale uczciwie i nie „po trupach”. Na to usłyszałam: to MUSISZ SCHUDNĄĆ!

Te słowa grzmią w mojej głowie do dzisiaj, mając inne już znaczenie. Niemniej, to one przyczyniły się do uporczywego zbijania wagi. Tak zaczęłam swoją przygodę z dietami, różnymi, bo chyba „przerobiłam” wszystkie możliwe. W latach 90 popularne były diety światowych modelek, które de facto, miały cudowne kobiece kształty ( np. Claudia Shiffer), które propagowane były przez TV i prasę (wtedy nie było jeszcze Internetu).

Żeby osiągnąć określoną przez organizatora wagę sama rozpisałam sobie dietę. Nie wiem czy powinnam o niej pisać, bo z perspektywy lat wiem, że to nie była dieta – to było głodzenie się. Mając 21 lat organizm znosił te tortury znakomicie. Powiem tyle: żyłam na liściu sałaty i na wodzie. Schudłam, dość szybko. Wzięłam udział w półfinale, zostałam zakwalifikowana do półfinału. Świętując ten sukces zapragnęłam zjeść kawałek czekolady, której nie miałam w ustach od 4 miesięcy.  I wiecie co się stało? Przełykając małą kosteczkę czekolady – zemdlałam! Wezwano karetkę pogotowia. Lekarz wykonał pomiary parametrów życia, były OK. Powstało pytanie co się stało? Po nitce do kłębka odpowiadając lekarzowi na poszczególne pytania doszliśmy, co było przyczyną mojego omdlenia. Otóż stosując dietę głodową odstawiłam cukier w każdej postaci. Wyjałowiłam organizm maksymalnie. Dlatego tak minimalna dawka wywołała szok w organizmie i omdlałam. Wiecie co w tym wszystkim jest najgorsze? Niczego mnie to wtedy nie nauczyło! Po powrocie do domu dalej tkwiłam na swojej diecie i dalej dążyłam do perfekcyjnej figury i wagi.

Reasumując, schudłam do wagi 50 kg, z taką wagą byłam w finale Miss Polonia, a pół 8 miesięcy później w 1992 r. na wyborach Miss Universe miałam wagę 48 kg. Po powrocie z Tajlandii ważyłam 43 kg! W tej wadze wyglądałam jak zasuszony wiór, ale mnie się wydawało, że wyglądam świetnie. Uwierzcie, NIE! To był koszmarny widok, dzisiaj to wiem.

Piszę o tym bo chciałabym Was przestrzec przed drastycznymi ” dietami, które tak na prawdę sieją spustoszenie w organizmie, rozregulowują gospodarkę hormonalną a przede wszystkim powodują efekt jo-jo.

O kolejnych perypetiach dietetycznych jeszcze Wam opowiem, bo to co napisałam to tylko preludium. Śledźcie mojego bloga. Buziaki.

Może Ci się spodobać

3 komentarze

  1. I was excited to discover this site. I wanted to
    thank you for your time just for this wonderful read!!
    I definitely liked every little bit of it and i also
    have you saved to fav to see new stuff in your blog.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *