Trampolina życia

Życie nasze jest jak trampolina. Raz jesteśmy na szczycie innym razem spadamy na dno. Jednak z każdej sytuacji jest wyjście, światełko w tunelu, tylko…. trzeba je dostrzec i zmierzać w jego kierunku.

Jestem na półmetku mojego życia (jeśli dożyję setki:). Dojrzałam psychicznie, fizycznie i zawodowo. Pierwsza połowa życia to okres poznawczy, czas nauki, dojrzewania, wypracowywania relacji społecznych, poznawania samej siebie, szukanie drogi życiowej i zawodowej. Po drodze sukcesy, porażki, niepowodzenia, wzloty i upadki. Zawsze miałam wobec siebie wysokie oczekiwania. Pierwsza praca, potem następna…. Trudne małżeństwo, rozwód, rozczarowanie. Zostałam sama z dzieckiem. Nadeszła fala niepowodzeń. Stres, frustracja i wszystko co możliwe. Dlaczego? Dlaczego to mnie spotkało?
Prawdopodobnie, żeby potem było lepiej.

W niedługim czasie po rozwodzie było mi ciężko, nie powiem. Walczyłam z życiem, ze sobą i ze wszystkim co mnie otaczało. Zastanawiałam się co robię nie tak, że wszystko się nie składa? I wiecie co? Im dłużej w ten sposób rozmyślałam, tym było gorzej. Miałam dosyć wszystkiego, denerwowałam się na córkę, że zadaje głupie pytania, drażniły mnie jej drobne figle. Przerażała mnie myśl, że zostałam sama z córką i co z nią będzie kiedy mnie się coś stanie? Wycofałam się z życia towarzyskiego, zamknęłam się w domu. W głowie kłębiły się przeróżne myśli, które mnie przerażały i wywoływały ogromny strach.

Niebawem nadeszły wakacje zostałam sama i zaczęłam poważnie analizować swoje działania, procesy myślowe i zachowanie. Zastanawiałam się nad wizytą u psychologa. Sięgnęłam po „mądre” książki, video na youtube. Czytałam i słuchałam, słuchałam i czytałam. Aż wreszcie zrozumiałam, że panią swojego życia jestem JA.
To czego chcę będę miała, jeśli tylko po to sięgnę. Zmieniałam tok myślenia, odcięłam się od toksycznych ludzi, wypowiadałam swoje pragnienia, zaczęłam słuchać swojej intuicji. Obkleiłam całą łazienkę i przedpokój małymi karteczkami z cudownymi sentencjami i czytałam je na okrągło. 

Zmieniając swój światopogląd, wkładając uśmiech na twarz, zaczęłam dostrzegać pozytywne strony mojego życia. Miałam cudowną córeczkę, byłyśmy zdrowe, nie miałyśmy na co narzekać. Powoli zła karta zaczęła się odwracać.
Zmieniłam pracę, zaczęłam odzyskiwać wewnętrzny spokój, odpierałam wszystkie złe myśli, które czasami powracały, skupiłam się na córce i otaczałam się ludźmi z dobrą energią.
Zaczęłam żyć! Niepowodzenia przekuwałam w sukcesy, wyszłam do ludzi, poznałam cudownego mężczyznę, wzięłam ślub i mam normalną, kochającą się rodzinę! 

Jeśli któraś z Was przeżywa podobne chwile, to weźcie się w garść. Jeśli dotykacie dna to za chwilę się od niego odbijecie. Musicie w to uwierzyć. Niestety tak jest, że najpierw spadamy na sam dół, szarpiemy się z życiem okrutnie, ale jeśli chcemy to osiągniemy szczęście. Trzeba tylko zobaczyć światełko w tunelu i do niego dążyć. Roztrząsanie ciężkich chwil w kategorii dlaczego ja? niczego nie zmieni. lepiej powiedzieć sobie: acha, i ja też. Ale nie dam się!

Może Ci się spodobać

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *