Miłość nie zna wieku

Bo wiek to tylko liczba, a miłość to stan umysłu, ducha i ciała. 

Piszę o tym dlatego, że kiedyś wychodząc po raz pierwszy za mąż błam przekonana, że to miłość na całe życie. Jednak jak wiele związków, tak i mój, nie przetrwał, rozpadł się jak domek z kart. Zostałam z dzieckiem i z prawie 50 tką na karku. Nigdy nie czułam się staro, mam wrażenie, że ktoś się pomylił wpisując mi datę urodzenia. Ale PESEL TO pesel. To właśnie tylko liczba.  Zastanawiałam się, czy znajdę jeszcze miłość? Ale taką prawdziwą, wzajemną, bezgraniczną, bezpretensjonalną, szczerą. Ponieważ zawsze dobrze wyglądałam, młodo, byłam wesoła, miałam tzw. i dosłownie zabiegaczy. Ale mnie o ilość i o taki gatunek nie chodziło. Chciałam poznać „ojca” dla córki, kochanka, przyjaciela, partnera i męża dla mnie. Czas płynął, pajacy żegnałam w przedbiegach a na horyzoncie pojawił się On. Spotkaliśmy się w pracy, mówiliśmy na rozmowę biznesową, podczas której motyle rozgrzewały mi brzuch. Uczucie nie do opisania i chyba pierwszy raz w życiu je poczułam Słyszałam, owszem, że coś takiego jest, ale doświadczyłam tego dopiero przed pięćdziesiątką. Jakie to było miłe! Spotkanie się skończyło i skończyły się motyle. Bardzo chciałam to powtórzyć, ale nie miałam pojęcia jak to zrobić. Przecież ja, kobieta, nie będę zapraszała faceta na randkę. Chociaż…. Ja? JEGO mogłabym.
Minęło kilka miesięcy, marzyłam by się odezwał. Stało się. Dostałam na Facebook powiadomienie, od niego, z zapytaniam czy my się znamy? NOOOOO, heloł, od miesięcy o Tobie myślę, a TY pytasz czy się znamy? Piorunem odpisałam, że oczywiście i skąd, żeby długo nie myślał. Zaproponował kawę, zgodziłam się. Zapytał, że może właściwie obiad? Też się zgodziłam. Ale na kolację ze śniadaniem obiecałam sobie nie zgodzić się. Zostaliśmy przy późnym obiedzie. Po pracy. Tego dnia szybko pracowałam, żeby szybciej czas zleciał. Niestety, czas płynął swoim tempem tylko ja nadrobiłam wszystkie zaległości:) Nie mogłam się doczekać spotkania.
I oto nastała godzina 17.15. Dotarłam do restauracji. Czekał. Był. Znaczy, że to nie był sen. Znowu poczułam motyle w brzuchu. Niesamowity stan. Ciekawa byłam co ON czuje. Zamówiliśmy lekki obiad. W oczekiwaniu na dania nie przestawaliśmy rozmawiać. Nawet nie wiem kiedy kelner przyniósł dania, nie wiem co jedliśmy, bo motyle rozsadzały mi brzuszek. W pewnym momencie poczułam ciepło Jego dłoni na swojej. Eksplozja motyli. Ciach! Trafiony zatopiony!

Wyszliśmy z restauracji i jakoś nie chciało nam się rozstać. Było nam bardzo dobrze w swoim towarzystwie. Bez nadęcia, na luzie, naturalnie. Umówiliśmy się na następną randkę, która dała nam początek wspólnego życia. Po niej już wiedzieliśmy, że siebie szukaliśmy. Odnaleźliśmy się pomimo wieku, przeżyć, przeszłości. Przed nami wspólna przyszłość.

Niedługo potem zamieszkaliśmy razem, wzięliśmy ślub (mieliśmy razem 100 law w dniu ślubu) i wiedziemy wspólne, normalne życie. Nie mamy w stosunku do siebie pretensji, nie sprzeczamy się, akceptujemy się wzajemnie a przede wszystkim szanujemy się. 

Znalazłam tego jedynego pomimo wieku, bagażu doświadczeń i dziecka, które mieszka z nami i psa. Jesteśmy rodziną paczworkową, pełną miłości i szacunku. Rozumiemy się bez słów.

Często dostaję pytania: gdzie znalazłam takiego mężczyznę? Odpowiadam: przypadek. Sam się znalazł. Może dlatego, że po pierwsze przestałam uporczywie szukać, a po drugie jesteśmy NORMALNI. Nie patrzymy na siebie przez pryzmat urody, figury, majątku, ale łączy nas miłość do życia, razem, w szacunku. I co najpiękniejsze? Wciąż czujemy się młodzi! Pomimo, że każde z nas przeżyło już pół wieku duchem jesteśmy w ćwierćwieczu. Wciąż randkujemy, chodzimy na dyskoteki, szepczemy sobie czułe słówka, przytulamy, jesteśmy po prostu blisko ze sobą.

„Starość nie chroni przed miłością, ale miłość chroni przed starością”

Może Ci się spodobać

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *